
Władze miasta muszą podjąć decyzję co do drugiej linii metra. Jeśli zmienią trasę miasto straci miliard złotych dotacji z Unii Europejskiej. P.o prezesa metra Jerzy Lejk namawiał wczoraj władze by wszystko zostało po staremu.
W najbliższy wtorek zapadnie ostateczna decyzja. Może ona okazać się najdroższą decyzją w historii Warszawy, decyzją rzędu miliarda złotych.
Termin, do którego należy złożyć wniosek to jesień b.r. Zostanie on dotrzymany pod warunkiem, że trasa metra miedzy rondem Daszyńskiego a Dw. Wileńskim nie zmieni się i podziemna kolejka będzie jeździć pod ul. świętokrzyską, Tamka i tunelem wzdłuż mostu Świętokrzyskiego do Dw. Wileńskiego.
Naczelny architekt miasta Michał Borowski stwierdził, iż lepiej będzie gdy metro w stronę Wileńskiego pojedzie pod pl. Piłsudskiego, przetnie Krakowskie Przedmieście i ul. Karową.
To nieduża zmiana ale o wielkim znaczeniu. Prezes Metra ostrzegł, że zmiana grozi utratą dotacji z UE, ponieważ nie da rady złożyć wniosku na czas. Musi on mianowicie zawierać badania geologiczne, ocenę stanu technicznego budynków, raport oddziaływania na środowisko itp. Wszystkie te elementy są bardzo czasochłonne.
Prace przygotowawcze dotyczące budowy drugiej linii metra są wykonywane już od kilku lat. Wiele potrzebnych dokumentów już zgromadzono. Zmiana trasy oznacza utratę wszystkiego co do tej pory udało sie zebrać. Niezbędnych elementów, które muszą znaleźć się we wniosku nie można wykonać w tempie natychmiastowym. Konieczne jest ogłaszanie przetargów, te z kolei są blokowane a czas leci.
Metro argumentuje, że stacje na skrzyżowaniu Nowego Światu ze Świętokrzyską i na Tamce są bardziej przydatne, gdyż mieszka tam więcej ludzi.
Z kolei władze miasta są przekonane, że poprowadzenie drugiej linii pod Krakowskim Przedmieściem ułatwi dojazd do Uniwersytetu i Starego Miasta. Sądzą, iż właśnie tam wsiądzie więcej osób.